Catrin Throne...01,01,,,,,
Siedząc przy rozpalonym kominku wpatrując się w płomienie , żywiące się drewnem marzyłam o śmierci. Śmierci pięknej, brutalnej śmierci.
Mieszkałam w biednej rodzinie. Miałam wspierających się rodziców, bardzo o mnie dbali. Drewniany dom z strzechą zamiast dachu i słomą poupychaną w dziurawy dachu i ściany, był moim schronieniem. Schronieniem którego nie potrzebowałam ...
Z czasem nasze życie stało się lepsze, przeprowadziliśmy się , na nowym miejscu czekał na nas duży dom z bieżąca wodą i ogrzewaniem. Niedługo po tym, na świat przyszła moja młodsza siostra. Mama poświęcała jej każdą chwilę. W oczach innych byliśmy wzorem do naśladowania, jednak nikt nie znał prawdy.
Tata dostał nową pracę , nie musieliśmy sobie niczego odmawiać . Żyliśmy w dostatku. Niestety nowa paca wiązała się z konsekwencjami. Tata prawie nie bywał w domu a kiedy już nas odwiedził zamykał się w pokoju i pił. Awantury stały się codziennością. Nienawidziłam go, uciekałam z domu zostawiając mamę z tym wszystkim.
Tego dnia podał deszcz, w świetle ulicznych lamp wracałam do domu po kolejnej awanturze. Zrozumiałam że jestem im potrzebna , chciałam wszystko naprawić.
Zastałam wyważone drzwi, potłuczone okna , połamane meble, pełna gniewu pewnym krokiem szłam w stronę salonu by uciszyć ojca. Zobaczyłam zakrwawioną mamę leżącą na ziemi ,przerażona czteroletnia siostra krztusiła się własną krwią na to wszystko patrzył ojciec...
Związany na środku salonu z lufą przyłożoną do karku.... -Uciekaj!!!- krzyknęła mama.Rzuciłam się do ucieczki niestety zostałam złapana.
Obudziłam się przykuta do ściany na wysokości ok 3 metrów , całkowicie naga. Moją siostrę powiesili naprzeciwko mnie bym patrzyła...jak łamia jej nogi, ręce, podpalają, okaleczają. Po trzech dniach nie czuła bólu...odeszła, tak jak ona prosiłam o śmierci ....
Wielokrotnie budziłam się w tym samym miejscu, nie potrafiłam umrzeć... Znienawidziłam modły odprawiane zawsze w tej samej kolejności i o tej samej porze ich dźwięk niósł się długo i nie chciał ustąpić moim krzykom.
Siedząc przy rozpalonym kominku wpatrując się w płomienie , żywiące się drewnem marzyłam o śmierci. Śmierci pięknej, brutalnej śmierci.
Mieszkałam w biednej rodzinie. Miałam wspierających się rodziców, bardzo o mnie dbali. Drewniany dom z strzechą zamiast dachu i słomą poupychaną w dziurawy dachu i ściany, był moim schronieniem. Schronieniem którego nie potrzebowałam ...
Z czasem nasze życie stało się lepsze, przeprowadziliśmy się , na nowym miejscu czekał na nas duży dom z bieżąca wodą i ogrzewaniem. Niedługo po tym, na świat przyszła moja młodsza siostra. Mama poświęcała jej każdą chwilę. W oczach innych byliśmy wzorem do naśladowania, jednak nikt nie znał prawdy.
Tata dostał nową pracę , nie musieliśmy sobie niczego odmawiać . Żyliśmy w dostatku. Niestety nowa paca wiązała się z konsekwencjami. Tata prawie nie bywał w domu a kiedy już nas odwiedził zamykał się w pokoju i pił. Awantury stały się codziennością. Nienawidziłam go, uciekałam z domu zostawiając mamę z tym wszystkim.
Tego dnia podał deszcz, w świetle ulicznych lamp wracałam do domu po kolejnej awanturze. Zrozumiałam że jestem im potrzebna , chciałam wszystko naprawić.
Zastałam wyważone drzwi, potłuczone okna , połamane meble, pełna gniewu pewnym krokiem szłam w stronę salonu by uciszyć ojca. Zobaczyłam zakrwawioną mamę leżącą na ziemi ,przerażona czteroletnia siostra krztusiła się własną krwią na to wszystko patrzył ojciec...
Związany na środku salonu z lufą przyłożoną do karku.... -Uciekaj!!!- krzyknęła mama.Rzuciłam się do ucieczki niestety zostałam złapana.
Obudziłam się przykuta do ściany na wysokości ok 3 metrów , całkowicie naga. Moją siostrę powiesili naprzeciwko mnie bym patrzyła...jak łamia jej nogi, ręce, podpalają, okaleczają. Po trzech dniach nie czuła bólu...odeszła, tak jak ona prosiłam o śmierci ....
Wielokrotnie budziłam się w tym samym miejscu, nie potrafiłam umrzeć... Znienawidziłam modły odprawiane zawsze w tej samej kolejności i o tej samej porze ich dźwięk niósł się długo i nie chciał ustąpić moim krzykom.
Komentarze
Prześlij komentarz