Przejdź do głównej zawartości

Rozdział~1


Wszyscy jesteśmy inni,a zachowujemy się tak samo.Troszczymy się o opinię innych a nie o własne zdanie.Widzimy ale wciąż nie dostrzegamy tego co tak naprawdę jest ważne. Słuchamy innych ale nie słyszymy samych siebie. 
Niewiele zostało prawdziwych ludzi, zbyt szybko odchodzą nie radząc sobie z przytłaczającą ich iluzją poprawnego życia. Jest ich coraz mniej, odchodzą w smutku i samotności uciekając stąd jedyna  drogą, popełniają wielki błąd. Wybierając śmieć ..Prosty środek transportu , wyjście ewakuacyjne bez powrotu ...

-Ile razy można do ciebie mówić !!?? - krzyk  wyrwał mnie z transu
Powoli zacząłem dostrzegać otaczający mnie świat.Wielkie niebieskie biurko na nim niezliczona liczba kubków po herbacie pełniących w tej chwili funkcję organizerów na drobiazgi. Po prawej wielkie okno za nim polana ze świeżo skoszoną trawą. Robiąc pierwszy krok w stronę drzwi wszystkie barwy zaczęły znikać, zrobiło się ciemno.  Dość często mi się to zdarza.Wiedziałem że po chwili wszytko wróci do normy i tak też się stało. Po paru sekundach znów widziałem normalnie, nieskazitelne czyste białe ściany pokoju, starą podłogę z niemal rudego drewna.
-Idziesz czy nie??-ten sam głos dopominał się odpowiedzi
-No, Idę.. - odruchowo,-Co znowu?? -spytałem by nie wydłużać tego co nieuniknione 
-Już nie pamiętasz co jest dzisiaj synku ?? -zadając to pytanie uśmiechnęła się 
- Dzień jak co dzień -skłamałem, może zapomniała...
-Taa może to i wtorek ale nie taki sam jak wcześniejszy -ciągle z wielkim uśmiechem na twarzy, mówiła te słowa bardzo spokojnie, może nie chciała rozzłościć podgrzewanego mleka by nie wykipiało? 
Już było pewne. Wie o wszystkim tylko chce usłyszeć to z moich ust.Może sprawia jej to przyjemność.
-Nie idę oglądać jakiegoś głupiego cyrku!!!-darłem się na całą kuchnię starając zaznaczyć moje nie zadowolenie
-Co? Nie chcesz iść ? Jesteś pewny?- z niezmiennym uśmiechem dopytywała się rzeczy oczywistych.
Dlaczego się tak uśmiecha, wie coś czego ja nie wiem,ma coś na mnie ?? 
Cyrk był niecodzienną rozrywką , mimo, że przyjeżdżał tylko raz na dwa miesiące, jego oferta nie była na tyle ciekawa bym się mógł skusić. Od roku odwiedzam to miejsce tylko ze względu na niebiesko-szare bilety. Moja mama zbiera je od dzieciństwa, ma ich już tyle, że spokojnie mogłaby obkleić cały dom, ale są segregowane i układane w jakieś dziwne schematy.A wszystko to upięte jest w czarne segregatory w salonie. W prawym górnym rogu mają czarną kombinację cyfr i numerów. Nie jest to data ani nic w stylu liczby sprzedanych egzemplarzy. Jak byłem mały wielokrotnie pytałem się co to ale spotykałem tylko suchą odpowiedź- Jesteś za mały .
-Tak nie chce iść !! -bardzo spokojnym tonem powiedziałem do szperającej w szafce gospodyni 
-Skoro nie chcesz to nie idź ...
Poczułem wielką ulgę ale nie mogłem się nią cieszyć . Coś mi nie pasowało w całej tej sytuacji.
-...ale musisz iść chociaż po bilet. Wiesz dobrze ze je zbieram a nie odpuszczę sobie prawdo podobnie ostatniego z nich-Musiała na chwilę stracić uwagę, o mało mleko nie wybuchło jak wulkan na lśniącą płytę.Szybka reakcja uratowała sprawę..
-Coooo? -moje oczy wyszły do wierzchu.
Czekałem na odpowiedź ale chyba mleko w tej chwili było ważniejsze.
-Pójdę już po ten bilet.-Przerwałem niezręczną ciszę ledwo  po wstrzymując się od płaczu, 
-No widzisz.. i po co to wszystko- powiedziała to takim pewnym głosem  jakby od początku widziała ze tak się to skończy. 
-Idź się ubierz ładnie- mówiąc to poganiała mnie ścierką
Będąc już w pokoju puściłem moją ulubioną muzykę i oczywiście musiała być głośna. W atmosferze dudniących głośników stałem przed szafą z ubraniami a mojej głowie układał się plan mojego wizerunku.Nie mogłem sobie pozwolić na byle co.Przed cyrkiem będzie mnóstwo ludzi a większość dobrze mnie zna od małego wrzeszczącego chłopca, który nie chciał wracać do domu.Pewnie w tych czasach przynosiłem im największe zyski.  Muszę wyglądać poważnie i samodzielnie .Przed szafą spędziłem parę dobrych minut mój końcowy efekt znacznie różnił się od tego w głowie. Skończyło się na poczciwych  trampkach ze szkoły.Czarnych spodniach ze  złotymi łańcuchami na bokach. Na wierzch założyłem   biały T- shirt z czarnym nadrukiem jakieś scenki a na koniec marynarkę od garnituru.Wszystko do dobrze komponowało się z kurtko ściętymi czarnymi włosami, dawniej były długie ale nie chciały się układać dlatego je ściąłem.Z wielkiej szopy zrobiła się mniejsza ale mi się to podobało.By nie wyglądać jak nie ogarnięty człowiek spryskałem je lakierem a rękami przeczesałem do przodu.Teraz ich wygląd przypominał te często spotykane w czasopismach , lekko podniesione , niestarannie ułożone ale zaczesane na prawo. Wychodząc zostawiłem po sobie stertę przymierzonych ubrań leżących obok szafy oraz intensywny zapach perfum .  
Przed wyjściem mama dała mi kasę na bilet i oczywiście mam na siebie uważać i takie tam . Osobiście uważam ze to ździerstwo wołać aż tyle za bilet ale co ja na to poradzę.
Mam tylko nadzieję ze mnie nikt nie rozpozna.Na miejscu....

Idąc do autobusu mijam stary dom. 

Rozpadające się ściany przegrywające walkę z czasem, ,wyglądem przypominają mi starca który pod ciężarem  doświadczeń pochyla swoją postawę. Tak i one pełne pęknięć uchylają się,  nie wytrzymują  pełnego emocji naporu wspomnień. Czerwona cegła  nagrzana za dnia od promieni słońca, nocą schładzana lekkimi powiewami wiatru przeobraża się w czerwony proch mieszany u stóp domu z ziemią. Przepiękny cykl życia i śmierci uświadamia mnie w przekonaniu, że nie tylko ludzie są zdolni do celebrowania życia ale również wszystko czym jesteśmy  otoczeni.
Piękny niegdyś dom, przepełniony życiem wielu pokoleń stracił swój blask dawno temu... Wszyscy domownicy musieli go opuścić zostawiając za sobą cały swój dorobek życia. Dawno temu wielkie dębowe drzwi zostały zamknięte... dziś zardzewiała zdobiona klamka i zamek  nadal czekają na właściciela,który przyjdzie z kluczem i użyje ich po raz kolejny. Niestety już nigdy to nie nastąpi, klucz przepadł wraz z właścicielem. Musieli oni bronić tego co kochają,  w niepotrzebnej wojnie .. wojnie która wymordowała całą ich rodzinę i wszystkich kogo kochali. Całe piekło przetrwali tylko nieliczni . Dziś życie wróciło do normy, żyjemy w dostatku i pokoju dzięki Segralwoi...
Spoglądając na dom poświęcam minutę ciszy wszystkim tym co oddali swoje życie. Wszystko wokoło mnie jakby stanęło i oddawało cześć wraz ze mną, w tej chwili poczułem niezrozumiałą więź z domem oraz z tamtymi czasami. Stan zadumy przerwał szarpiący mnie za nogawkę pies.Był jeszcze szczeniakiem.Jego wielkie klapnięte uszy przysłaniały mu niebieskie oczy.   Schyliłem się wziąłem go na ręce by nie obślinił mi całych spodni poczułem jego mięciutkie kremowe futerko. Trzymając go na rękach  przypadkowo zobaczyłem która jest godzina, miałem 5 minut do autobusu a drogi  dwa razy tyle co przeszedłem do tej pory.Odstawiłem Flapiego na ziemie,dałem mu  jakiegoś cukierka z kieszeni żeby nie poleciał za mną i pobiegłem.
Ledwo zdąrzyłem, na szczęście Amber wsiadała przystanek wcześniej i poprosiła kierowce żeby się zatrzymał.Wsiadałem cały zasapany, kupując bilet nie byłem wstanie wypowiedzieć ani słowa. Pan Sin uśmiechnął się i pozwolił mi jechać na gapę. Kiwnąłem lekko głową by się ludzie nie czepiali i poszedłem na tyły autobusu. W samym końcu po prawej siedziała Amber. Najlepsza przyjaciółka z dzieciństwa,zawsze mogłem liczyć na jej wsparcie. Była tylko o dwa dni starsza ode mnie ale cały czas mi to wypominała... Wielka koneserka mody, znawczyni najnowszych trendów, właścicielka nietypowych połączeń.Jej pasją był taniec, wiele razy wygłupialiśmy się wymyślając nowe ruchy. 
 Na głowie  pięknie wyglądające długie kręcone blond  włosy zawsze idealnie ułożone, tak i dzisiaj perfekcyjnie pasowały do jej twarzy niewinnego niemowlaka. 
Podchodząc coraz bliżej, chyba automatycznie z każdym krokiem powiększał się jej uśmiech. Miałem ochotę cofnąć się o parę kroków i sprawdzić czy to prawda. Jednak. Moje plany legły w gruzach, kierowca ruszył. Autobusem szarpnęło, a ja poleciałem do tyłu, ledwo zdążyłem wyhamować przed tylną szybą..
-Aż tak się stęskniłeś ??-spytała, starając się nie śmiać,
Nic nie mówiąc usiadłem obok.
-Przecież się nie śmieje...-zasłoniła szybko ręką usta.
-Przecież widzę,hihoczesz się jak mały konguro-szkoczek, za chwilę pękniesz..
 Zapadła grobowa cisza, nagle oboje wybuchliśmy śmiechem na cały autobus wszyscy się na nas patrzyli. Odruchowo schowaliśmy się za oparciami siedzeń cały czas po wstrzymując się od śmiechu.
-Patrzą się jeszcze?? -spytałem cały czerwony i z bólem brzucha   
-Ciemność widzę..-odpowiedziała cała we łzach trzymając się za brzuch, nie mogąc się przestać śmiać 
-Dobra uspokójmy się już.-zacząłem głęboko i powoli oddychać.
Nasza głupawka trwała dość długo, aż w końcu się ogarnęliśmy,Amber poprawiła lekki makijaż, cały rozmazany od łez.Nostalgicznie oparłem się o oparcie dość z użytego siedzenia 
-Zgadnij co mam dziś na sobie !! - rzuciła mi wyzwanie, jednocześnie skanując mnie wzrokiem z góry do dołu
-No czemu się głupio pytasz?? Nie wiesz w co się ubrałaś??-spytałem żartobliwie,jednak jej wyraz twarzy mówił co innego  -No dobra, pożartować nie można-Przewracając wzrokiem 
-Słucham ..- zdeklarowała
-Czerwone trampki podobne do moich, szare spodnie pumpy do tego czerwona, rozpięta koszula w kratę, tylko z jednej strony wciągnięta w spodnie  pod nią biały t-shirt, i na koniec skórzana kurtka  - Zgadłem?-spytałem niepewnie 
-Zawsze na poziomie -rzuciłem pochwalny komplement jak zawsze nie musiałem długo czekać na to samo.
-Ty też nie chodzisz jak byle kto, wszystko dobrze dopasowane pomysł też nie byle sobie ale ..
W tej chwili wiedziałem ze stanie się coś na co nie będę miał wpływu
-...ale brakuje tu czegoś spontanicznego.-schyliła się i zaczęła ściągać buty..
-Co robisz? -spytałem,ale mnie nie słuchała..
-Wymieniamy się trampkami-odparła po chwili z głową między nogami ,chciałem coś powiedzieć ale nie dała dojść mi do głosu
-Nie wmyślaj mamy ten sam rozmiar.- podniosła lekko głos lub tylko chciała żeby było ją słychać spod siedzenia, wyglądało to trochę śmiesznie..

Chwile potem miałem na sobie czerwone trampki a ona miała moje czarne.Bez zapowiedzi podwinęła mi rękawy od marynarki, z kieszeni wyjęła czerwoną bandanę i zawiązała na lewej ręce.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Prolog

Catrin Throne...01,01,,,,, Siedząc przy rozpalonym kominku wpatrując się w płomienie , żywiące się drewnem marzyłam o śmierci.  Śmierci pięknej, brutalnej śmierci. Mieszkałam w biednej rodzinie. Miałam wspierających się rodziców, bardzo o mnie dbali. Drewniany dom z strzechą zamiast dachu i słomą poupychaną w dziurawy  dachu i ściany,  był moim schronieniem. Schronieniem którego nie potrzebowałam ... Z czasem nasze życie stało się lepsze, przeprowadziliśmy się , na nowym miejscu czekał na nas duży dom  z bieżąca wodą i ogrzewaniem. Niedługo po tym, na świat przyszła moja młodsza siostra. Mama poświęcała jej każdą chwilę.  W oczach innych byliśmy wzorem do naśladowania, jednak nikt nie znał prawdy. Tata dostał nową pracę ,  nie musieliśmy sobie niczego odmawiać . Żyliśmy w dostatku.  Niestety nowa paca wiązała się z konsekwencjami. Tata prawie nie bywał w domu a kiedy już nas odwiedził zamykał się w pokoju i pił. Awantury stały się codziennością....

Rozdział~2

Stary autobus z rdzą na niemal każdej części nadwozia, z odpadającą niebieską farbą wokół kół, startymi oponami wyblakłymi od słońca.Wnętrze też dawało dużo do życzenia, rozluzowane mocowania foteli a same siedzenia porozpruwane, pożółkłe od użytkowania. Wszystko to trzymało się jeszcze chyba dzięki tym wszystkim gumom do żucia,które opanowały dolne części. Po przyklejane były niemal wszędzie niektóre tak stare i twarde jak kamień,że nie sposób było się ich pozbyć.Jednym słowem miejski transport niemal rozpadający się podczas jazdy od wielu lat nie powinien już jeździć. Mimo tych wszystkich wad i tego że w każdej chwili może się rozpaść w trakcie jazdy wszyscy bardzo chętnie jeździli tym autobusem.Wszyscy uwielbiają pana Sina a on sam nie chciał się zgodzić na nowy kilkakrotnie oferowany od państwa.Osobiście też go bardzo lubię. Jest bardzo miłą osobą i rozumie ludzi jak nikt inny.   Mimo to że praktycznie pracuje od świtu do nocy wie wszystko co się dzieję w naszym miasteczku...