Stary autobus z rdzą na niemal każdej części nadwozia, z odpadającą niebieską farbą wokół kół, startymi oponami wyblakłymi od słońca.Wnętrze też dawało dużo do życzenia, rozluzowane mocowania foteli a same siedzenia porozpruwane, pożółkłe od użytkowania. Wszystko to trzymało się jeszcze chyba dzięki tym wszystkim gumom do żucia,które opanowały dolne części. Po przyklejane były niemal wszędzie niektóre tak stare i twarde jak kamień,że nie sposób było się ich pozbyć.Jednym słowem miejski transport niemal rozpadający się podczas jazdy od wielu lat nie powinien już jeździć. Mimo tych wszystkich wad i tego że w każdej chwili może się rozpaść w trakcie jazdy wszyscy bardzo chętnie jeździli tym autobusem.Wszyscy uwielbiają pana Sina a on sam nie chciał się zgodzić na nowy kilkakrotnie oferowany od państwa.Osobiście też go bardzo lubię. Jest bardzo miłą osobą i rozumie ludzi jak nikt inny. Mimo to że praktycznie pracuje od świtu do nocy wie wszystko co się dzieję w naszym miasteczku.Wsiadając do tego autobusu można zapomnieć o codziennych smutkach. W radiu zawsze leci muzyka z lat młodości pana Sina on sam wraz z pasażerami śpiewa czasami swoje ulubione utwory,dlatego nie można się nudzić ale to nie jest główny powód.Nigdy nie wiadomo co się zepsuje i czy nie będzie trzeba pomóc naprawić usterki,jeśli się coś takiego zdarzy wszyscy są chętni do pomocy.Dla Amber najzabawniejsze w tym jest to,że każdy wie najlepiej co trzeba zrobić, ale w tedy wkracza pan Sin i rozdziela wszystkim pracę.Zna ten pojazd jak własną kieszeń i nawet po ciemku mógłby wskazać bezbłędnie wszystkie części.
Przed oczami kolejny raz zobaczyłem powielające się czarne plamy, tak jak w pokoju. Myślałem że zaraz wszystko się rozjaśni.. I będzie wszystko dobrze... Jednak trwało to za długo.. Nasilająca się czerń ogarnęła wszystko co mogłem zobaczyć. Zacząłem krzyczeń ile miałem sił w płucach lecz nikt mnie nie słyszał. Szukałem nieporadnie rękami czegoś do złapania się, niestety nic nie mogłem znaleźć. Strach zakuł mnie w kajdany i traktował jak najgorszego więźnia. Trwając w nieustającej ciemność rozpaczliwie wołałem o pomoc lecz nikt nie odpowiadał. Zalany łzami ,klęcząc, pogodziłem się już z faktem, że jestem zdany tylko na siebie. W pierwszej kolejności uspokoiłem się, moje ręce przestały w końcu drżeć, wyrównał mi się oddech i serce przestało bić jak oszalałe. Chciałem wstać ale kiedy usiłowałem to zrobić poczułem na plecach silny ból jak po uderzeniu z bicza do tortur,był on tak silny że natychmiast klęczałem z zaciśniętymi zębami, naiwnie myśląc że to uśmierzy ból. Obejrzałem się za siebie lecz jedyne co mogłem zobaczyć to ciemność .Przy drugiej próbie leżałem na ziemi, zalany łzami. W tej chwili nie wiedziałem czy płacze ze względu na niewyobrażalny ból, czy dlatego, że kompletnie nie wiem co mam dalej zrobić..Moja bezsilność dosięgła zenitu,leżąc skulony na ziemi ochoczo pragnąłem śmierci.
-Przestań !!!- Krzyknąłem przez łzy w nie zmierzoną ciemność, wiedziałem, że nikt mnie nie słyszy.Naiwnie myślałem, że przyniesie mi to ulgę. Niestety.
Zacisnąłem pięści i kolejny raz usiłowałem wstać ale ciało odruchowo powracało do niezmiennej pozycji skulonego psa,za wszelką cenę broniło się przed bólem. Walcząc z naturalnym mechanizmem obronnym ledwo stałem na nogach. Gdy byłem bliski upadku odruchowo wziąłem głęboki oddech i rozluźniłem się. W myślach skupiłem się na bólu i zacząłem go traktować jak coś normalnego i przyjemnego,chciałem się z nim oswoić, zostać jego przyjacielem . Po wielu nieudanych próbach z otaczającą mnie przestrzenią zaczęło dziać się coś dziwnego.Nieskazitelna czerń zdawała się spływać W tej chwili nie wiedziałem czy to dzieje się w mojej głowie czy też w miejscu gdzie się znalazłem, w nie przebranej czerni nie w sposób było rozróżnić własnych myśl. Skupiając się na nowej znajomości czerń coraz bardziej ustępowała czemuś czego nie mogłem nazwać .
-Dobrze się czujesz?- niespodziewane Amber chwyciła mnie za lewy bark i spojrzała na mnie
-Czemu pytasz?-o mało się nie zakrztusiłem.Serce zaczęło mi szybciej bić, ręce lekko drżały.S
-Czemu się pytam?-energicznie-Kpisz sobie?-ciągnęła dalej-rzucała we mnie pytaniami a ja nie wiedziałem o co jej chodzi
-Oj, przepraszam jeśli cie zaniepokoiłem
-Zaniepokoiłeś ? -Z wielkim oburzeniem syknęła w moją stronę a ja wciąż nie wiedziałem o co jej chodzi? - Siedziałeś bez ruchu, oddychałeś jakbyś miał atak serca,drżały ci ręce a najgorsze było twoje stoickie spojrzenie skupione w siedzeniu dalej.
Zatkano mnie, mój wzrok błądził po autokarze szukając sam nie wiem czego.
-Mógłbyś mi spojrzeć prosto w oczy?-całkowicie ją zignorowałem .Nagle poczułem na swoich policzkach dotyk delikatnych dłoni.-Spójrz na mnie...-tym razem bez wahania wykonałem polecenie.Zobaczyłem zatroskane bordowe oczy...
-Co zobaczyłaś ?-spytałem przerażoną Amber.-Szczerze!-sprecyzowałem
-Jak bardzo boli?-spytała bardzo poważnie,w jej oczach zauważyłem strach.-Ty cierpisz!!-omało nie krzyknęła, niektórzy w autokarze zastanawiali się co się tam z tyłu dzieje, spoglądali niepewnie przez ramiona
Moja świadomośc dostała właśnie kulkę .Chciałem o wszystkim opowiedzieć ale haos myśli i niepewność mieszały mi skutecznie w głowie. Spojrzałem na Amber. - Jeden wzrok powiedział jej wszystko ...
Nagle odgłos otwierających się z drzwi wyrwał nas z tej dziwnej sytuacji. wziąłem głęboki oddech i wstałem, podając rękę wciąż siedzącej Amber uśmiechając się od ucha do ucha. Z początku była oburzona lecz po chwili na jej twarzy również pojawił się uśmiech. Oboje zapomnieliśmy o powadze.Zamiast wyjść jak ludzie wyskoczyliśmy, tym samym nie lądując w błocie. Czekając na wydanie biletu, Amber zaczęła mnie szarpać...
-Noooo, co ty chcesz ?- Przestań mnie szarpać !, Zaraz mnie połamiesz -mimo, że już dawno się odwróciłem ona jednak nie przestawała mnie targać za ubranie.
-Patrz na te ciacho !!!-chowając się za mną pokazała palcem w stronę kolejki
-Tam nie ma żadnych ciastek -za protestowałem,
- To koło kolejki. ...- nie przestawała
-Tam jest kilkanaście osób .Powiedz coś konkretnego.
-Z Wami facetami się nie da -oburzyła się - Buty Rixon krwawa czerwień.-dodała
Wiedziała, że buty to coś w czym jestem najlepszy. Potrafiłem rozpoznać każdą istniejąca markę.W ułamku sekundy zlokalizowałem owe buty.
-Markowe Rixony, krwawa czerń, przecież to limitowana kolekcja -mówiłem sam do siebie.
-Patrz wyżej-śturchneła mnie łokciem
-Nic szczególnego- odparłem,
-Chyba źle widzisz?;Spójrz na to ciało- w tej chwili zorientowałem się o co jej od początku chodzi.
-Musze go zobaczyć z bliska- mówiąc to wyglądała jak głodne zwierze, zastanawiało mnie w jaki sposób chce tego dokonać, sama była za wstydliwa.
W jednej chwili zaczęła mnie ciągnąć za rękę w stronę zdobyczy.
- Naprawdę musisz mnie trzymać za rękę ? - zapytałem,
Nagle szarpnęła mnie mocniej. Poleciałem do przodu a ona zgrabnym ruchem obróciła mnie i teraz stała krok za mną. Po całym zamieszaniu stałem przed czymś białym.Poczułem miły zapach. Zoriętowałem się, że to ten koleś, omało nie dotykałem go nosem Zacząłem tracić równowagę, odruchowo szukałem czegoś do złapania. Pech chciał, że złapałem się jego ręki.
-Najmocniej przepraszam- Spojrzałem w górę. Na poważnej twarzy z lekkim zarostem i małą blizną obok prawego oka pojawił się w konciku ust lekki grymas. -Ja, ja ni nie chciałem.. - zacząłem się . Nagle chwycił mnie za bark, a druga ręka podniósł mój podbródek. W myślach powtarzałem sobie- tylko nie mocno- mentalnie przygotowywałem się do wymierzenia ciosu w moją stronę. Niespodziewane tylko chciał mi coś powiedzieć,widząc jaki jestem prze straszony lekko pochylił się. Chciał spojrzeć mi prosto w twarz a nie z góry jak do tej pory Pękająca z zazdrości Amber pchnęła mnie a ja głową uderzyłem w jego twarz.Odwróciłem się żeby się wydrzeć na nią ale nikogo za mną nie było.
-Ale jesteś uparty..-Zostałem objęty, wręcz przytulony, po raz pierwszy nie była to moja Mama. Nikomu nie pozwalałem tego robić ale w tej chwili działo się wszystko tak szybko ,że nie miałem czasu na reakcje. Stałem w objęciach nieznajomej osoby, moje ręce wisiały bezwładnie. Mimo to poczułem dobrze wysportowaną męską sylwetkę a po chwili dotarło do mnie bijące ciepło. Dla mnie osoby cały czas drżącej z zimna było to czymś w rodzaju lekarstwa.Po paru sekundach wypełniające moje ciało ciepło traciło na sile. Uświadomiłem sobie, że stoję przy wejściu do kolejki sam już dłuższą chwile. Całkowicie odpłynąłem. Po nieznajomym nie było śladu.
Chodziłem przez kilka godzin , szukając Amber.Nigdzie nie mogłem jej znaleźć . Mijając stoisko z miśkami, zauwazyłem mojego starego przyjaciela Jims'a. Po krótkiej rozmowie, podzielił się informacją o kryjówce mojej towarzyszki .
Idąc na zaplecze cyrku, w oddali od całego zgiełku i tłumu w zacisznym miejscu a dokładnie w małej przyczepie przerobionej na kształt wagoniku, znalazłem zgubę. Wchodząc stała do mnie tyłem a na dźwięk otwieranych drzwi energicznie coś schowała do kieszeni.
-Co tu robisz? -spytałem, by nie zbudzić podejrzeń
-A co już ci się nowy kolega znudził?- opowiedziała pytaniem
-Co ty wygadujesz!- krzyknąłem -Sama podstępnie postawiłaś mnie w tej sytuacji-nie wiedząc czemu chciałem się wytłumaczyć- Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak się czułem -dodałem na koniec
-Źle ci najwyraźnej nie było, całusy po kilku słowach, potem przytulanie a na końcu pogłaskał cie po głowie jak przyjaciela, żałosny jesteś- zamiast mojej najwierniejszej przyjaciółki stała jakaś obca osoba, w ostry sposób dała do zrozumienia że nie chce mieć ze mną nic wspólnego
Przez moment stałem jak kołek i próbowałem ułożyć sobie wszystko .
-To nie tak jak wyglądało!-odwróciła się tyłem,-Z nikim się nie całowałem,jeśli uważasz wstrząs mózgu za całowanie to ok. -ciągnąłem dalej niemal krzycząc w jej plecy próbując ją odzyskać -Nawet nie wiem kto to był !!- jej ignorancja osiągnęła szczyt, nie mogłem tego wytrzymać.
-Nie zapomnij się zabezpieczyć!! - mówiąc to rzuciła w moją stronę naszyjnikiem. Ostatni raz spojrzałem na nią,w nadziei że to tylko żart.Wychodząc zostawiłem po sobie dźwięk zamykanych drzwi
Siedząc na widowni,bawiąc się naszyjnikiem myślami byłem całkowicie w innym miejscu. Zastanawiałem się co tak naprawdę się stało, wciąż nie mogłem uwierzyć w całą tą sytuację.
Przede mną w jednej chwili zaczeli biegać ludzie,latali jak oszalali popychając się nawzajem. Niektórzy się przewracali tratując już leżących.Ze słuchawkami w uszach i muzyką na fula siedziałem niewzruszony, świat wokoło nie miał dla mnie sensu. Coś odrzuciło mnie w przód a na plecach poczułem ujmujące ciepło, poleciałem do przodu na wskutek odrzutu z uszu wypadły mi słuchawki. To co usłyszałem zmroziło moje ciało, stałem na scenie bez ruchu, łzy lały mi się po twarzy.
Przeszywający dźwięk wybuchów, serii z karabinów znajdował swoje odźwierciedlenie w rozrywających ciała kulach. Ich uwadze nie umknęła żadna żywa istota. Łeżąc na ziemi widziałem jak wszystko wokół mnie umiera, nic niewinne zwierzęta, niemowlęta ochraniane przez matki, zasłaniające je własnym ciałem porozrywanym od kul i odłamków, kaskaderzy z których zostały tylko szczątki wiszące na linach.Krew, strach i rozpacz zawładnęły życiem. Stojąc pośrodku tego piekła czułem jak śmierć trzyma mnie za rękę Z zadowoleniem ogląda widowisko, jakby było na moją cześć a ja stałem pośrodku tego piekła nie mogąc się ruszyć, prosiłem o litość. Po kolejnym wybuchu,zostałem przywalony metalową konstrukcją, leżąc pomiędzy częściami zwłok w krwawym błocie unieruchomiony stelarzem nie mogłem oddychać. Pełne bólu próby zaczerpnięcia powietrza stawały się coraz krótsze, z każdą kolejną czułem coraz bardziej jak siarka wypala mi płuca. To już koniec...
Przed oczami kolejny raz zobaczyłem powielające się czarne plamy, tak jak w pokoju. Myślałem że zaraz wszystko się rozjaśni.. I będzie wszystko dobrze... Jednak trwało to za długo.. Nasilająca się czerń ogarnęła wszystko co mogłem zobaczyć. Zacząłem krzyczeń ile miałem sił w płucach lecz nikt mnie nie słyszał. Szukałem nieporadnie rękami czegoś do złapania się, niestety nic nie mogłem znaleźć. Strach zakuł mnie w kajdany i traktował jak najgorszego więźnia. Trwając w nieustającej ciemność rozpaczliwie wołałem o pomoc lecz nikt nie odpowiadał. Zalany łzami ,klęcząc, pogodziłem się już z faktem, że jestem zdany tylko na siebie. W pierwszej kolejności uspokoiłem się, moje ręce przestały w końcu drżeć, wyrównał mi się oddech i serce przestało bić jak oszalałe. Chciałem wstać ale kiedy usiłowałem to zrobić poczułem na plecach silny ból jak po uderzeniu z bicza do tortur,był on tak silny że natychmiast klęczałem z zaciśniętymi zębami, naiwnie myśląc że to uśmierzy ból. Obejrzałem się za siebie lecz jedyne co mogłem zobaczyć to ciemność .Przy drugiej próbie leżałem na ziemi, zalany łzami. W tej chwili nie wiedziałem czy płacze ze względu na niewyobrażalny ból, czy dlatego, że kompletnie nie wiem co mam dalej zrobić..Moja bezsilność dosięgła zenitu,leżąc skulony na ziemi ochoczo pragnąłem śmierci.
-Przestań !!!- Krzyknąłem przez łzy w nie zmierzoną ciemność, wiedziałem, że nikt mnie nie słyszy.Naiwnie myślałem, że przyniesie mi to ulgę. Niestety.
Zacisnąłem pięści i kolejny raz usiłowałem wstać ale ciało odruchowo powracało do niezmiennej pozycji skulonego psa,za wszelką cenę broniło się przed bólem. Walcząc z naturalnym mechanizmem obronnym ledwo stałem na nogach. Gdy byłem bliski upadku odruchowo wziąłem głęboki oddech i rozluźniłem się. W myślach skupiłem się na bólu i zacząłem go traktować jak coś normalnego i przyjemnego,chciałem się z nim oswoić, zostać jego przyjacielem . Po wielu nieudanych próbach z otaczającą mnie przestrzenią zaczęło dziać się coś dziwnego.Nieskazitelna czerń zdawała się spływać W tej chwili nie wiedziałem czy to dzieje się w mojej głowie czy też w miejscu gdzie się znalazłem, w nie przebranej czerni nie w sposób było rozróżnić własnych myśl. Skupiając się na nowej znajomości czerń coraz bardziej ustępowała czemuś czego nie mogłem nazwać .
-Dobrze się czujesz?- niespodziewane Amber chwyciła mnie za lewy bark i spojrzała na mnie
-Czemu pytasz?-o mało się nie zakrztusiłem.Serce zaczęło mi szybciej bić, ręce lekko drżały.S
-Czemu się pytam?-energicznie-Kpisz sobie?-ciągnęła dalej-rzucała we mnie pytaniami a ja nie wiedziałem o co jej chodzi
-Oj, przepraszam jeśli cie zaniepokoiłem
-Zaniepokoiłeś ? -Z wielkim oburzeniem syknęła w moją stronę a ja wciąż nie wiedziałem o co jej chodzi? - Siedziałeś bez ruchu, oddychałeś jakbyś miał atak serca,drżały ci ręce a najgorsze było twoje stoickie spojrzenie skupione w siedzeniu dalej.
Zatkano mnie, mój wzrok błądził po autokarze szukając sam nie wiem czego.
-Mógłbyś mi spojrzeć prosto w oczy?-całkowicie ją zignorowałem .Nagle poczułem na swoich policzkach dotyk delikatnych dłoni.-Spójrz na mnie...-tym razem bez wahania wykonałem polecenie.Zobaczyłem zatroskane bordowe oczy...
-Co zobaczyłaś ?-spytałem przerażoną Amber.-Szczerze!-sprecyzowałem
-Jak bardzo boli?-spytała bardzo poważnie,w jej oczach zauważyłem strach.-Ty cierpisz!!-omało nie krzyknęła, niektórzy w autokarze zastanawiali się co się tam z tyłu dzieje, spoglądali niepewnie przez ramiona
Moja świadomośc dostała właśnie kulkę .Chciałem o wszystkim opowiedzieć ale haos myśli i niepewność mieszały mi skutecznie w głowie. Spojrzałem na Amber. - Jeden wzrok powiedział jej wszystko ...
Nagle odgłos otwierających się z drzwi wyrwał nas z tej dziwnej sytuacji. wziąłem głęboki oddech i wstałem, podając rękę wciąż siedzącej Amber uśmiechając się od ucha do ucha. Z początku była oburzona lecz po chwili na jej twarzy również pojawił się uśmiech. Oboje zapomnieliśmy o powadze.Zamiast wyjść jak ludzie wyskoczyliśmy, tym samym nie lądując w błocie. Czekając na wydanie biletu, Amber zaczęła mnie szarpać...
-Noooo, co ty chcesz ?- Przestań mnie szarpać !, Zaraz mnie połamiesz -mimo, że już dawno się odwróciłem ona jednak nie przestawała mnie targać za ubranie.
-Patrz na te ciacho !!!-chowając się za mną pokazała palcem w stronę kolejki
-Tam nie ma żadnych ciastek -za protestowałem,
- To koło kolejki. ...- nie przestawała
-Tam jest kilkanaście osób .Powiedz coś konkretnego.
-Z Wami facetami się nie da -oburzyła się - Buty Rixon krwawa czerwień.-dodała
Wiedziała, że buty to coś w czym jestem najlepszy. Potrafiłem rozpoznać każdą istniejąca markę.W ułamku sekundy zlokalizowałem owe buty.
-Markowe Rixony, krwawa czerń, przecież to limitowana kolekcja -mówiłem sam do siebie.
-Patrz wyżej-śturchneła mnie łokciem
-Nic szczególnego- odparłem,
-Chyba źle widzisz?;Spójrz na to ciało- w tej chwili zorientowałem się o co jej od początku chodzi.
-Musze go zobaczyć z bliska- mówiąc to wyglądała jak głodne zwierze, zastanawiało mnie w jaki sposób chce tego dokonać, sama była za wstydliwa.
W jednej chwili zaczęła mnie ciągnąć za rękę w stronę zdobyczy.
- Naprawdę musisz mnie trzymać za rękę ? - zapytałem,
Nagle szarpnęła mnie mocniej. Poleciałem do przodu a ona zgrabnym ruchem obróciła mnie i teraz stała krok za mną. Po całym zamieszaniu stałem przed czymś białym.Poczułem miły zapach. Zoriętowałem się, że to ten koleś, omało nie dotykałem go nosem Zacząłem tracić równowagę, odruchowo szukałem czegoś do złapania. Pech chciał, że złapałem się jego ręki.
-Najmocniej przepraszam- Spojrzałem w górę. Na poważnej twarzy z lekkim zarostem i małą blizną obok prawego oka pojawił się w konciku ust lekki grymas. -Ja, ja ni nie chciałem.. - zacząłem się . Nagle chwycił mnie za bark, a druga ręka podniósł mój podbródek. W myślach powtarzałem sobie- tylko nie mocno- mentalnie przygotowywałem się do wymierzenia ciosu w moją stronę. Niespodziewane tylko chciał mi coś powiedzieć,widząc jaki jestem prze straszony lekko pochylił się. Chciał spojrzeć mi prosto w twarz a nie z góry jak do tej pory Pękająca z zazdrości Amber pchnęła mnie a ja głową uderzyłem w jego twarz.Odwróciłem się żeby się wydrzeć na nią ale nikogo za mną nie było.
-Ale jesteś uparty..-Zostałem objęty, wręcz przytulony, po raz pierwszy nie była to moja Mama. Nikomu nie pozwalałem tego robić ale w tej chwili działo się wszystko tak szybko ,że nie miałem czasu na reakcje. Stałem w objęciach nieznajomej osoby, moje ręce wisiały bezwładnie. Mimo to poczułem dobrze wysportowaną męską sylwetkę a po chwili dotarło do mnie bijące ciepło. Dla mnie osoby cały czas drżącej z zimna było to czymś w rodzaju lekarstwa.Po paru sekundach wypełniające moje ciało ciepło traciło na sile. Uświadomiłem sobie, że stoję przy wejściu do kolejki sam już dłuższą chwile. Całkowicie odpłynąłem. Po nieznajomym nie było śladu.
Chodziłem przez kilka godzin , szukając Amber.Nigdzie nie mogłem jej znaleźć . Mijając stoisko z miśkami, zauwazyłem mojego starego przyjaciela Jims'a. Po krótkiej rozmowie, podzielił się informacją o kryjówce mojej towarzyszki .
Idąc na zaplecze cyrku, w oddali od całego zgiełku i tłumu w zacisznym miejscu a dokładnie w małej przyczepie przerobionej na kształt wagoniku, znalazłem zgubę. Wchodząc stała do mnie tyłem a na dźwięk otwieranych drzwi energicznie coś schowała do kieszeni.
-Co tu robisz? -spytałem, by nie zbudzić podejrzeń
-A co już ci się nowy kolega znudził?- opowiedziała pytaniem
-Co ty wygadujesz!- krzyknąłem -Sama podstępnie postawiłaś mnie w tej sytuacji-nie wiedząc czemu chciałem się wytłumaczyć- Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak się czułem -dodałem na koniec
-Źle ci najwyraźnej nie było, całusy po kilku słowach, potem przytulanie a na końcu pogłaskał cie po głowie jak przyjaciela, żałosny jesteś- zamiast mojej najwierniejszej przyjaciółki stała jakaś obca osoba, w ostry sposób dała do zrozumienia że nie chce mieć ze mną nic wspólnego
Przez moment stałem jak kołek i próbowałem ułożyć sobie wszystko .
-To nie tak jak wyglądało!-odwróciła się tyłem,-Z nikim się nie całowałem,jeśli uważasz wstrząs mózgu za całowanie to ok. -ciągnąłem dalej niemal krzycząc w jej plecy próbując ją odzyskać -Nawet nie wiem kto to był !!- jej ignorancja osiągnęła szczyt, nie mogłem tego wytrzymać.
-Nie zapomnij się zabezpieczyć!! - mówiąc to rzuciła w moją stronę naszyjnikiem. Ostatni raz spojrzałem na nią,w nadziei że to tylko żart.Wychodząc zostawiłem po sobie dźwięk zamykanych drzwi
Siedząc na widowni,bawiąc się naszyjnikiem myślami byłem całkowicie w innym miejscu. Zastanawiałem się co tak naprawdę się stało, wciąż nie mogłem uwierzyć w całą tą sytuację.
Przede mną w jednej chwili zaczeli biegać ludzie,latali jak oszalali popychając się nawzajem. Niektórzy się przewracali tratując już leżących.Ze słuchawkami w uszach i muzyką na fula siedziałem niewzruszony, świat wokoło nie miał dla mnie sensu. Coś odrzuciło mnie w przód a na plecach poczułem ujmujące ciepło, poleciałem do przodu na wskutek odrzutu z uszu wypadły mi słuchawki. To co usłyszałem zmroziło moje ciało, stałem na scenie bez ruchu, łzy lały mi się po twarzy.
Przeszywający dźwięk wybuchów, serii z karabinów znajdował swoje odźwierciedlenie w rozrywających ciała kulach. Ich uwadze nie umknęła żadna żywa istota. Łeżąc na ziemi widziałem jak wszystko wokół mnie umiera, nic niewinne zwierzęta, niemowlęta ochraniane przez matki, zasłaniające je własnym ciałem porozrywanym od kul i odłamków, kaskaderzy z których zostały tylko szczątki wiszące na linach.Krew, strach i rozpacz zawładnęły życiem. Stojąc pośrodku tego piekła czułem jak śmierć trzyma mnie za rękę Z zadowoleniem ogląda widowisko, jakby było na moją cześć a ja stałem pośrodku tego piekła nie mogąc się ruszyć, prosiłem o litość. Po kolejnym wybuchu,zostałem przywalony metalową konstrukcją, leżąc pomiędzy częściami zwłok w krwawym błocie unieruchomiony stelarzem nie mogłem oddychać. Pełne bólu próby zaczerpnięcia powietrza stawały się coraz krótsze, z każdą kolejną czułem coraz bardziej jak siarka wypala mi płuca. To już koniec...
Komentarze
Prześlij komentarz